"Furta"

Ogłoszenie


Jest to forum powołaniowe, którego celem jest wspólne dążenie do Pana Boga, szukanie Go, odkrywanie swego powołania..., a więc modlimy się za siebie :)

1.Używamy tylko jednego konta i nie tworzymy podobnych nicków ani avatarów.
2.Dbamy o język na forum. Nie używamy wulgaryzmów.
3.Szanujemy się wzajemnie. Nie obrażamy, nie oczerniamy, nie wyśmiewamy innych forumowiczów.
4.Używamy ogólnie przyjętych zasad kultury.
5.Wszelkie naruszenia regulaminu czy jakieś zaistniałe konflikty powinny być zgłoszone administracji.
6 Nie piszemy krótkich postów typu: "ok.", "acha", "super" itd.
7.Nie tworzymy nowych wątków, jeśli taki temat już istnieje, szukamy.
8.Kolor czerwony jest przeznaczony tylko dla administratorów i moderatorów forum.
9.Jeśli wklejamy coś z jakiegoś źródła, wklejamy też link lub piszemy skąd to wzięliśmy, żeby nie naruszać praw autorskich.
10. Dbamy o porządek na forum. Staramy się nie pisać posta pod postem, używamy funkcji "edytuj", wyjątkiem może być odświeżenie tematu.
11. W związku z przeprowadzanymi na forum porządkami, przynajmniej raz na rok trzeba napisać chociaż jeden post. Osoby nieaktywne będą usuwane z forum.

Rangi na forum są jedynie symboliczne, nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.

#1 2011-05-25 09:07:33

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1372
Punktów :   10 
WWW

Nie odrzucaj powołania.

Treść pochodzi z bloga, którego źródło podam na samym końcu. Długie, ale uważam, że warto się na chwilę zatrzymać.

Drogi Bracie w Chrystusie, piszę do pana, aby moje świadectwo przydało się wszystkim tym dziewczynom, które czują wezwanie do życia zakonnego. Jestem 20-letnią dziewczyną i chociaż jestem w młodym wieku, minione lata przeżyłam bardzo intensywnie i gdybym mogła cofnąć się, przeżyłabym jeszcze raz każdą chwilę. W wieku zaledwie 12 lat zaczęłam jakby przez przypadek odwiedzać ścisły zakon, który sprawił, że ogromnie pokochałam Chrystusa i Jego Kościół. Od małego zawsze myślałam o tym, że kiedyś oddam się Chrystusowi w owym domu zakonnym, który określałam jako mój prawdziwy dom czy w innym domu mojego ukochanego zgromadzenia. Nie otrzymawszy nigdy pozwolenia rodziców, bym mogła wstąpić do zakonu, z drżeniem i lękiem oczekiwałam dnia moich osiemnastych urodzin, i podczas gdy wszyscy czynili przygotowania do moich urodzin, ja w wielkiej tajemnicy przygotowywałam moją duszę na oddanie się mojemu Oblubieńcowi.

Po kilku miesiącach od moich urodzin wyjechałam mówiąc moim rodzicom, że odbędę rekolekcje, ale nie takie jak zawsze, i że wcześniej czy później wrócę, może za kilka miesięcy. Rozpoczęłam swą drogę pod kierownictwem świątobliwych mniszek wiernych zakonowi i regule, osób, które oddałyby swe życie, by tylko dochować wierności swoim ślubom. Odczuwałam radość wypływającą z mego wnętrza i której nikt, jak myślałam, nie mógłby mi kiedykolwiek pozbawić. Oczywiście napotkałabym na trudności, ale takie są również i w miłości dwóch stworzeń, zwykłej pary. Dość szybko moi rodzice zdali sobie sprawę, że będą to rekolekcje bez powrotu i z wielkim bólem przybyli mnie odwiedzić, zrozpaczeni i z oczyma pełnymi łez błagali mnie, abym wróciła […]. Wróciłam do domu z nadzieją, że wkrótce wrócę do klasztoru. I tak też było, po kilku tygodniach powróciłam, ale tym razem do klasztoru klauzurowego, który został założony przez tę samą osobą (wcześniejszy zakon, gdzie byłam, był otwarty, czynny) i to o ścisłej klauzurze – Klaryski Niepokalanej, o których pan wspomina na swoim blogu. W całym moim życiu nigdy nie czułam i pewna jestem, że nie poczuję tak wielkiej radości. Mimo, że znajdowałam się za kratami, czułam się wolna, trudno w to uwierzyć, ale tak było. Dla mnie był to przedsionek nieba. Także i dziś dałabym wszystko, by tylko tam powrócić. Piszę do pana ze łzami w oczach i obumarłym sercem, proszę pana, aby przestrzegał każdego przed porzuceniem drogi poświęcenia się Chrystusowi gdyż, proszę mi wierzyć, naprawdę się umiera. Aktualnie jestem zaręczona, żyję w majętnej rodzinie, studiuję i nie brakuje mi niczego… Aczkolwiek brakuje mi wszystkiego, oddałabym życie me, by cofnąć się o parę lat, ale to niestety niemożliwe, i pewna tego staram się żyć w nadziei odzyskania przynajmniej najmniejszej cząstki szczęścia. Proszę pana w imię Chrystusa i Matki Bożej, niech uczyni wszystko co tylko możliwe, by zachęcać i pomagać tym, którzy mają pokusę porzucenia powołania, proszę im mówić, że szczęście jest tylko na tej drodze, którą Jezus wybrał dla nas. Dziękuję za pański blog.


Źródło.


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#2 2011-05-25 10:22:19

anija87

Gość

Re: Nie odrzucaj powołania.

Daje do myślenia...
Chyba dam to przeczytać mamie jak będę wstępować do zakonu...

 

#3 2011-05-25 14:08:06

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1372
Punktów :   10 
WWW

Re: Nie odrzucaj powołania.

Podoba mi się w tym świadectwie to, że można odczuć głęboki ból tej kobiety. A z tym podrzuceniem tego rodzicom to nie głupi pomysł


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#4 2011-05-25 17:20:33

Emilia

Gość

Re: Nie odrzucaj powołania.

sanderka1000 napisał:

Aktualnie jestem zaręczona, żyję w majętnej rodzinie, studiuję i nie brakuje mi niczego… Aczkolwiek brakuje mi wszystkiego, oddałabym życie me, by cofnąć się o parę lat, ale to niestety niemożliwe, i pewna tego staram się żyć w nadziei odzyskania przynajmniej najmniejszej cząstki szczęścia. Proszę pana w imię Chrystusa i Matki Bożej, niech uczyni wszystko co tylko możliwe, by zachęcać i pomagać tym, którzy mają pokusę porzucenia powołania, proszę im mówić, że szczęście jest tylko na tej drodze, którą Jezus wybrał dla nas. Dziękuję za pański blog.

...
Moja Babcia też porzuciła powołanie zakonne i dość nieszczęśliwie wyszła za mąż.
Zawsze mi powtarza, że trochę żałuje tego, ale z drugiej strony to co przezywa w pewnym sensie pomaga Jej odpokutować. Ale zarazem cieszy się, bo urodziła 3 córki, ma bardzo dużo wnuków i prawnuczkę, i jeszcze niedługo będzie prawnuczek.
Moja Matka Chrzestna też chciała iść do zakonu, ale Jej się odwidziało i nie ma szczęścia w "zwykłym" życiu.
Teraz na mnie kolej. Ostatnia Siostra Zakonna w naszej rodzinie to daleka Ciocia mojego Dziadka, która zmarła jak moja Mama miała roczek bodajże...
I tak jak ta dziewczyna pisze: każdy ma swoją drogę, ale dobrze, że nie traci tego jakiegoś szczęścia i próbuje się radować i ochraniać jakby innych przed "upadkiem" czy jak to nazwać.
Podziwiam Ją za tą wytrwałość.
I ten cytat z tego bloga dał mi wiele do myślenia, bo ostatnio zastanawiałam się nad sensem zakonu w moim życiu, niby tak, ale jednak nie.
Teraz widzę, że skoro tak czuję to powinnam tam iść, a co ma być to będzie, jak zawsze moja Babcia powtarza.
3 lata miną to dam Wam znać.

 

#5 2011-05-25 18:04:49

 Ana

Wierna Miłości

Skąd: Toruń
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 248

Re: Nie odrzucaj powołania.

Po odejściu z zakonu. Wolności którą się cieszyłam, przyszedł kryzys wiary. Kiedy się zbliżałam do Boga wiedziałam w jaki sposób i gdzie mam się poświęcić. Zrozumiałam swoje powołanie, rozmawiałam z różnymi siostrami zakonnymi, jeździłam na rekolekcje powołaniowe.
Zaczęłam ufać Jezusowi i oddałam wszystko w Jego ręce. I wreszcie Augustianki.

Offline

 

#6 2011-05-26 09:25:43

 siostrzyczka

Użytkownik

9926180
Skąd: Lubin/Wrocław
Zarejestrowany: 2008-10-04
Posty: 883
Punktów :   18 

Re: Nie odrzucaj powołania.

ostatnio spotkałam jedną z pań, z którymi chodzilam na pielgrzymkę i spytała mnie o plany po wakacjach... i kiedy powiedziałam że idę do Zgromadzenia, to powiedziała, że jej zabrakło odwagi i do dzisiaj żałuje... ma ok. 60 lat, ma męża, dzieci, wnuki i żałuje... to straszne, że ludzie rezygnują, a potem nie potrafią cieszyc się życiem jakie wybierają... przecież na każdej drodze można odnaleźc szczęście... Bóg nie karze za odrzucenie powołania, nie skreśla naszego szczęścia... szkoda że w praktyce często się o tym zapomina...


"Jakże jest ważne zdać sobie sprawę,
że miłość, aby była prawdziwa, musi boleć..."
                                               Matka Teresa z Kalkuty

Offline

 

#7 2011-05-26 15:22:41

dzidziuś

Gość

Re: Nie odrzucaj powołania.

Hmm.. właśnie to jest dziwne. Z jednej strony wstąpić też się bałabym, bo co jeśli okaże się, że to nie moje miejsce i wystąpię? Nie wiem czy umiałabym sobie poradzić i żyć dalej, jak inni. A znowu boję się, że jeśli nie podejmę tej drogi życiowej, tylko inną to nie będę szczęśliwa.. Wtedy dopiero dotrze do mnie, że mam powołanie do życia zakonnego. Wtedy, kiedy będzie już za późno...

 

#8 2011-05-26 16:36:55

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1372
Punktów :   10 
WWW

Re: Nie odrzucaj powołania.

dzidziuś, ale po to jest formacja zakonna, żeby w trakcie niej można było utwierdzić się w swoim powołaniu. Zawsze możesz zrezygnować jeżeli poczujesz, że to nie Twoja droga. Tak samo z facetem - możesz z nim chodzić, możecie się poznawać, przebywać ze sobą, ale jeżeli stwierdzisz, że to nie to, możesz z nim zerwać (przed ślubem oczywiście).


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#9 2011-05-26 18:26:03

szukajaca Boga

Gość

Re: Nie odrzucaj powołania.

sanderka1000 napisał:

dzidziuś, ale po to jest formacja zakonna, żeby w trakcie niej można było utwierdzić się w swoim powołaniu. Zawsze możesz zrezygnować jeżeli poczujesz, że to nie Twoja droga. Tak samo z facetem

Niby tak samo a jednak inaczej
"Zerwanie" z zakonem a zerwanie z chłopakiem to dwie różne kwestie jeśli chodzi o odbiór społeczeństwa niestety w tym pierwszym przypadku skutki sa nieporównywalne... Wszystko dlatego, że jeśli ludzie sie rozstają to jest to na porządku dziennym a występowanie z klasztorów postrzegane jest przez niektórych ( większość? ) jako coś niespotykanego tak samo jak i wstępowanie... No ale kto powiedział że w życiu będzie łatwo. Najważniejsze to osobiste nastawienie i nie przejmowanie się opinią innych ale ciężko jest osiągnąć taki stan

Ostatnio edytowany przez szukajaca Boga (2011-05-26 18:27:05)

 

#10 2011-05-26 20:18:51

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1372
Punktów :   10 
WWW

Re: Nie odrzucaj powołania.

Owszem, zgadzam się. Ale w sumie to samo jest ze wstąpieniem - ludzie nie potrafią zaakceptować tego, że idziesz do zakonu, a to, że znalazłaś sobie faceta jest dla nich normalne Ale przecież nie o zdanie ludzi tu chodzi, ale o nasze prywatne szczęście.


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#11 2011-05-26 22:33:06

szukajaca Boga

Gość

Re: Nie odrzucaj powołania.

I właśnie myślę w tym tkwi cały sęk jak to się mówi
Chciałam tez dodać, że rezygnacja z drogi powołania może nastąpić również w drodze pełnego rozeznania, że to nie moja droga a pełnienie woli Bożej w życiu zawsze daje poczucie szczęścia i spełnienia, po tym tylko możemy poznać czego od nas chce. Prawdziwy pokój duszy jest tym, co Bóg daje za wierność w pełnieniu jego woli

 

#12 2011-05-28 08:22:18

lenka16

Gość

Re: Nie odrzucaj powołania.

Po przeczytaniu tego świadectwa zrobiło mi się bardzo smutno. Wyobraziłam sobie tą kobietę i to co czuje. Później pomyślałam, że ja mogę też kiedyś być w takiej sytuacji jak ona i jakiś ból przeszył moje serce. Nie wiem za bardzo jakie to szczęście mieć chłopaka bo z żadnym nie byłam jakoś na poważnie. Zawsze, gdy ktoś pojawiał się na horyzoncie, szczególnie taki jeden, mój kochany przyjaciel oazowicz, prawie ideał, to nie chciałam mu robić żadnych nadziei. Nie czułam tego co on. Może po prostu jestem zbyt młoda żeby się poważnie zakochać, ale z drugiej strony nigdy nie ciągnęło mnie do chłopaków. Zawsze, nie wiem dlaczego jeśli chciałam chociaż trochę zbliżyć się do jakiegoś chłopaka to czułam jakbym opuszczała Jezusa. Chociaż przecież to normalne, że w wieku 17 lat się z kimś "chodzi". Dlatego nie mam pojęcia czy małżeństwo da mi kiedyś szczęście. Natomiast Boga "posmakowałam" dużo bardziej i moje serce wyrywa się do Niego jak do kochanej matki. Czuję, że On jest obecny w moim szarym życiu i właśnie tutaj oraz w sercu daje mi poznać, że właśnie w zakonie będę szczęśliwa...

Dziękuję za to świadectwo. Daje dużo do myślenia.

 

#13 2011-05-28 11:00:16

salli

Gość

Re: Nie odrzucaj powołania.

Ja mam taką dalekko ciocie w zakonie jest w zakonie "za kratmi" jak jej mama mowi. Dostałam po niej imie. Tata mi kiedyś powiedział że dał mi takie imie żebym była taka mondra jak ona. Kiedyś myśałam o niej wten sposób: jak ona mogła pożucić rodzine i wyjechać i ja nigdy niechciałam być taka mondra jak ona. Tacie chodziło wtedy o jej myślenie a ja zawsze myśąłam o zakonie, dlaczego to zrobiła i takie tam. A gdzy teraz o niej  myśle to zdaje sobie sprawe że ja chce być taka jak ona. Gdy jej mama do niej wyjeżdza zawsze po powrocie mowi ze ona jest tam szcześliwa i jej tego szcześćia nie umiała by zabrać. Wiem z opowieści z ona miała chłopaka kiedyś jakiegoś, ale mowili ze ona jakoś tego nie czuła. Ten chłoapak co mowią ożenił sie co prawda z inną ale ja kocha. Pisali ze soba jak Sylwia była już w zakonie ale nigdy mu nie dała żadnej szansy...
Tata mi mówił ze ona miała 15 lat gdy powiedziała tak na forum że chce poświecic życie w zakonie, tak dla Boga w zakonie... Jej mama nigdy tak jakoś nie była praktykująca. Była wierząca, ale nigdy o tym nie mowiła, z dziećmi o tym nie rozmawiała, nic nie mowili w domu o Bogu. Tak jest po dzisiaj u niej w domu rodzinnym.
Teraz wiem że imponuje mi jej odwaga. Ja boje sie odworzyc i powiedzieć mojej rodzinie. Bo wiem że oni nie zrozumieją. Już się smieja ze mnie ze chodzę do kościoła, przebywam dużo siostrami itp. Wiec podziwiam lludzi którzy t robia, otwarcie mowią.

 

#14 2011-05-28 11:17:33

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1372
Punktów :   10 
WWW

Re: Nie odrzucaj powołania.

Lenko, mam dokładnie to samo. Ale rozmawiałam raz z pewnym kapłanem i powiedział mi, że pomimo tego, że nie czuję jakoś tego klimatu rodziny i w ogóle posiadania chłopaka to jednak fajnie by było gdybym zapoznała się ze spojrzeniem Boga na powołanie do rodziny, żebym sobie o tym co nieco poczytała. Oczywiście chodzi o model rodziny, w którym jest obecny Pan Bóg. Staram się jednak nie wykluczać i powołania do życia rodzinnego, kto wie, może jednak coś mi się kiedyś odmieni i jednak rodzina stanie się moim szczęściem Staram się po prostu być otwarta na każdą ewentualność


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#15 2011-05-28 12:52:20

Kasia K

Administrator

4576923
Skąd: Witnica
Zarejestrowany: 2009-02-07
Posty: 2027
Punktów :   14 

Re: Nie odrzucaj powołania.

Piękne świadectwo. Kiedyś pewna siostra mi opowiadała,ze jej znajoma porzuciła zakon, wyszła za mąż, ma dzieci i niby jest wszystko ok.,ale w jej sercu ciągle pojawia się tęsknota za tym co było... Pan Bóg błogosławi człowiekowi nawet jeśli wybierze inną drogę, ale zawsze najlepsza jest droga, którą wskazuje Bóg, bo tylko On wie gdzie będzie nam najlepiej, gdzie najpełniej wypełnimy swoje powołanie.


Wpatrywać się Panie, w Twe święte Ciało, pragnę do końca moich dni,
bo me serce Ciebie pokochało, ukrytego w białej Hostii.

Bądź uwielbiony za dzieła Twoje, modlitwą uczyń życie moje! (30.05.2010)             
mój blog- zapraszam:  http://wszystkozaczynasieodmodlitwy.blogspot.com/

Offline

 

#16 2011-05-29 20:26:42

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1372
Punktów :   10 
WWW

Re: Nie odrzucaj powołania.

Tym razem wiersz, ale równie przenikający i dający do myślenia.

Panie,
Przed wielu, wielu laty
Spotkałem Cię na drodze do Jeruzalem.

Była wczesna wiosna.

Kwitły drzewa migdałowe.
Pamiętam tę chwilę, gdy podszedłszy do Ciebie,
Spytałem, co mam czynić,
Aby być doskonałym.

Odparłeś, że powinienem sprzedać
Całą moją majętność,
Pieniądze rozdać ubogim
I iść za Tobą.

Ogarnął mnie smutek.

Stchórzyłem.

Powróciłem do domu.

A teraz jestem już starcem.
Mam liczną rodzinę.
Mój majątek pomnożył się w dwójnasób,
Ludzie uważają mnie za szczęśliwego.
Ja jednak czuję w sobie dotkliwą pustkę,
Niedosyt
I beznadziejność,
Które nawet moim najbliższym
Ujawnić się boją.

Na pewno by mnie wyśmiali.

Minęły lata,
A ja wciąż zapomnieć nie mogę
Tamtej wiosny,
Mojego pytania
I kwitnących drzew migdałowych.


Roman Brandstaetter


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

#17 2011-05-30 14:25:28

 S_Gabriela

Siostra od Miłości Miłosiernej

43940137
Call me!
Skąd: Rennes Francja
Zarejestrowany: 2010-07-07
Posty: 81
Punktów :   
WWW

Re: Nie odrzucaj powołania.

sanderka1000 napisał:

Panie,
Przed wielu, wielu laty
Spotkałem Cię na drodze do Jeruzalem.

Minęły lata,
A ja wciąż zapomnieć nie mogę
Tamtej wiosny,
Mojego pytania
I kwitnących drzew migdałowych.


Roman Brandstaetter

Wiele osób w pewnej chwili życia pomyślało o zakonnie...mięnęły lata i wiele z nich stwierdza, szkoda że nie poszli za Mistrzem.Dla tych osób mam jedyną odpowiedź starajcie się żyć na codzień z Chrystusem realizować Jego wielki plan Miłości względem Was. Przeszłość jest w rekach Boga o przyszłość On sam się zatroszczy a teraźniejszość składa w wasze dłonie by ciągle panowała wiosna i kwitły drzewa migdałowe.


Kocham i głoszę to swoim życiem
http://www.communaute-st-yves.org/polonais.php

Offline

 

#18 2011-05-31 23:08:25

 Ana

Wierna Miłości

Skąd: Toruń
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 248

Re: Nie odrzucaj powołania.

Bardzo pięknie Siostra napisała.

Wiele różnych historii słyszałam o odrzuconym powołaniu. Większości te osoby cierpiały duchowo.
Ze strony rodziny mojej mamy, chyba daleka ciocia, musiała zrzec się swoich ślubów wieczystych tylko dlatego, że w zakonie siostry nie chciały ją mieć z powodu łuszczycy. Oczywiście papież przyjął jej decyzję.
Choć ona nie podjęła jej sama.

Offline

 

#19 2011-08-20 01:23:09

 weraikon

Użytkownik

Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2011-08-17
Posty: 1227
Punktów :   

Re: Nie odrzucaj powołania.

Ja boje sie odworzyc i powiedzieć mojej rodzinie. Bo wiem że oni nie zrozumieją. Już się smieja ze mnie ze chodzę do kościoła, przebywam dużo siostrami itp. Wiec podziwiam lludzi którzy t robia, otwarcie mowią.

Boję się pójść tą droga  ale także boję się ją porzucić.
Boję się bo mam tyle rozterek i jako psycholog raz uważam że to Boże raz , że to mój wymysł - nie posiadam kierownika duchowego więc jestem z tym pozostawiona sobie i Bogu - hard core.
Czasem mam tego dość i próbuje żyć jak zwykli zjadacze chleba i wszystko się wtedy sypie, haos itd.
jak przepraszam Pana że się nie zgadzałam z Nim w tej kwestii i staje się pokorna - jest suuuuper.
Stoję na rozdrożu i nie chce mi się już po ludzku kombinować,
Pan w pewnym momencie postawił przede mną 2 kobiety z mojej wspólnoty, które odrzuciły powołanie, wyszły za mąż i ... nie są szczęśliwe....
dało to do myślenia - nie niszczę powołania, nie odrzucam ale dalej nie wiem co mam z tym robić.
Boję się że jak już się już wszystko ułoży to będę miała chyba z 50- tkę:)))


„Dałem ci poznać całą twą nędzę, abyś cała oparła się na Mnie… Ile Mi zaufasz, tyle ci pomogę”.

Offline

 

#20 2011-08-20 08:45:38

 sanderka1000

s. Maksymilla

5330629
Call me!
Skąd: Lębork
Zarejestrowany: 2009-09-19
Posty: 1372
Punktów :   10 
WWW

Re: Nie odrzucaj powołania.

Wera, ja też nie mam kierownika, ale uwierz, że to nie koniec świata W momentach kiedy naprawdę najbardziej go potrzebuje i już nie wiem co robić Pan Bóg stawia na mojej drodze odpowiednie osoby, które wyciągają do mnie rękę i starają mi się pomóc. Nie szukam na siłę, modlę się o niego, ale niech Bóg się o niego zatroszczy (w sensie osobowym), a ja zadziałam resztę

Skutki odrzucenia powołania bądź wmawiania sobie go na siłę można doświadczyć nawet w codziennym życiu idąc na te studia, na które iść się nie chciało, ale przecież "rodzice tak bardzo pragnęli żebym tam poszła", czy uciekając w ten sposób przed Bożym wezwaniem. Trzeba wiele oddania i poświęcenia Bogu, żeby iść za Jego głosem.


Bo On jest dobry, bardzo dobry...

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora